Reklama online wcale nie musi być irytująca...
Źródło: INFOGURU.PL - Blog o Internecie - http://infoguru.pl/?id=113&src=print
Nachalna reklama internetowa kojarzy się nam ze "skutecznym" akwizytorem, który pomimo że dobitnie dziękujemy mu za przedstawienie unikalnych cech sprzedawanego produktu i na wszelkie możliwe sposoby wyrażamy brak zainteresowania zakupem wkłada nogę między futrynę i drzwi i "prezentuje" dalej licząc, że w końcu dopnie swego. Pierwszym odruchem (często bezwarunkowym) po ukazaniu się reklamy internetowej przesłaniającej treść jest poszukiwanie magicznego krzyżyka zamykającego ją i pozwalającego nam w spokoju korzystać z zasobów serwisu.

Uciążliwe reklamy internetowe obniżają wizerunek stron, które je wyświetlają oraz prawdopodobieństwo naszego zainteresowania się tym co jest reklamowane. Niestety strumień pieniędzy z reklam to coś z czego nie zrezygnuje żaden właściciel często odwiedzanego serwisu internetowego nawet gdyby rentowność tego serwisu była lepiej niż zadowalająca.
My, Internauci, możemy jedynie narzekać lub szukać alternatywnych serwisów internetowych, na których stosowane są wyłącznie nieinwazyjne formy reklamy internetowej (sytuacja w polskim Internecie prawie nie spotykana) lub którymi żadna sieć reklamowa się jeszcze nie zainteresowała. Niestety najczęściej serwis bombardujący nasz ekran reklamami jest w naszym odczuciu unikalny lub po prostu ulubiony.
Polskie serwisy internetowe irytują "reklamowo" Internautów z wyjątkową beztroską. Przyczyną może być mała liczba serwisów konkurencyjnych pod względem treści i z mniejszą domieszką reklam, na które mogliby "odsurfować" Internauci oraz fakt, że reklamodawca płaci serwisom lub pośrednikom reklamowym przeważnie za ilość wyświetleń danej reklamy (model CPM ang.: cost-per-mille) więc tym częściej i gęściej jesteśmy bombardowani reklamami tym większy strumień pieniędzy dla właściciela serwisu (w warunkach małej konkurencji rzadko myśli się o lojalności Internautów).
Inne metody wyceny internetowych kampanii reklamowych takie jak CPC (ang.: cost-per-click - za kliknięcia) i CPA (ang.: cost-per-action - za konkretną akcję wywołaną reklamą - np.: zarejestrowanie się w reklamowanym serwisie, wykupienie abonamentu, dokonanie zakupu w reklamującym się sklepie internetowym) chyba nie są w stanie kiedykolwiek zdominować królującego modelu CPM. Wycena kosztu kampanii reklamowej oparta o CPC jest kontrowersyjna. Gdyby reklamodawca miał płacić tylko za kliknięcia to najprawdopodobniej reklamodawcy tworzyliby reklamy, które nie proszą się o natychmiastowe kliknięcie i mogłyby być relatywnie dłużej wyświetlane; rozliczenia oparte na kliknięciach są również bardzo podatne na wszelkie manipulacje od właściciela serwisu począwszy i na bezlitosnej konkurencji reklamodawcy skończywszy.
Z punktu widzenia właściciela serwisu wyświetlanie reklam w modelu CPM i dbałość o jak największą liczbę odwiedzin są kluczowe (więcej odwiedzin to więcej wyświetleń reklam, więcej wyświetleń reklam to większa liczba reklamodawców, których można "obsłużyć"). Pomimo, że wszystko wydaje się oczywiste nie mogę znaleźć żadnego sensownego wytłumaczenia dlaczego popularne serwisy internetowe w Polsce nie mogą ograniczyć się do form reklamowych, które nie powodują naszej ciągłej irytacji i najprawdopodobniej charakteryzują się większą skutecznością z punktu widzenia reklamodawcy.
W zagranicznych serwisach internetowych reklama inwazyjna prawie nie występuję, właściciele serwisów zaczynają w tym całym biznesie dostrzegać odczucia Internatuów i walczyć o ich lojalność umilając im pobyt na witrynie a nie wystawiając ich cierpliwość na próbę.
Co z tym fantem zrobić czyli jak utrzymać przychody z reklam i kształtować lojalność Internautów...
- Stosować reklamę tekstową umieszczoną w tekście artykułu (np.: adkontekst, Google AdSense itp.)
- Stosować statyczne reklamy graficzne w miejscach serwisu, które nie podlegają zjawisku tzw. "ślepoty reklamowej".
- Stosować stronę pośredniczącą między linkiem do artykułu a pełną treścią
- Wprowadzić drobną opłatę za wersję strony pozbawionej reklam
- ...........inne........
Moim osobistym faworytem jest "strona pośrednicząca". Po raz pierwszy zauważyłem ją wiele lat temu w serwisie Economist.com i bynajmniej nie uznałem tej formy za nachalnej! Na stronie pośredniczącej dowiedziałem się, że dostęp do artykułu który chcę przeczytać został zasponsorowany przez firmę X i bez tego sponsoringu musiałbym wykupić abonament. Nie dość że z chęcią zapoznałem się z krótką notką na temat firmy X to póżniejsze czytelnictwo artykułu było wolne od jakichkolwiek reklam. Mechanizm można wzbogacić o system pokazywania odnośnika do pełnej treści w różnych miejscach na stronie pośredniczącej (aby zminimalizować odruchowe klikanie) lub wymuszenie pozostania na niej przez kilka(naście) sekund.
Kilka myśli... do przemyślenia
- Serwisy, które przestaną irytować "reklamowo" Internautów i wdrożą mniej oczywiste, mniej nachalne rozwiązania reklamowe mogą względnie szybko uzyskać przewagę konkurencyjną i grono lojalnych Internautów.
- Alternatywne formy reklamowe wymagają dojrzałości Internetu i branży reklamowej a także silnych wizerunkowo witryn; wiele z tych form wymaga nieanonimowej i długoterminowej współpracy z reklamodawcą (np.: sponsoring danego działu serwisu).
- Inteligentne podejście do reklamy we własnym serwisie internetowym i walka o lojalność Internautów wymagają czegoś więcej niż wklejenie pozyskanego od sieci reklamowej kodu JavaScript w szablon strony...


Komentarze (0) |
- nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.Śledź komentarze do tego wpisu przez RSS
Komentarze zablokowane